Dominik

Trafiłem do Projektu „Klasa BGŻ” podobno przypadkowo. Teraz wiem, że nie ma przypadków. Tuż przed wyborem szkoły średniej marzyłem, żeby dostać jakieś stypendium i wyjechać do dużego miasta, aby realizować swoje pasje. Dyrekcja gimnazjum zaproponowała mi udział w projekcie Banku BGŻ, czyli naukę w renomowanym liceum warszawskim oraz 3 letnie stypendium  finansujące moją edukację. Pomyślałem, że to jakiś żart: nie ma takich organizacji, a jeśli są to kryteria dostania się do tego typu projektów nie tyczą się „normalnych” ludzi. Jeśli to miała być prawda, to według tych kryteriów jestem „nienormalny” (co po części się zgadza), gdyż spełniłem wstępne warunki.

Wybrałem klasę D – autorską, humanistyczną –  jak szaleć, to na całej linii – były tam zajęcia taneczne, francuski, łacina, historia sztuki –  pomyślałem, że może zamiast studiować planowanego wcześniej prawa, zrealizuję marzenia z dzieciństwa i zostanę artystą? Gdy na początku lipca na stronie internetowej ukazały się wyniki – nie wierzyłem –  nie byłem olimpijczykiem, a mimo to moja pozycja na liście była bardzo wysoka. Dwa miesiące żyłem myślą, jak tam będzie, wiedziałem, że to przepustka do Nowego Świata, że nie będzie łatwo. Najpierw obóz integracyjny w Warszawie, następnie „obóz hÓmanów” – integracja artystyczna. Czułem się bardzo podniecony. I tak zleciał rok: na odnajdywaniu swojej ścieżki, metodą prób i błędów.

W ciągu 3 lat w „Słowaku” poznałem Warszawę, zakochałem się w tym mieście, nauczyłem się żyć poza domem. Wracałem do niego coraz rzadziej, a w stolicy poznałem masę dobrych ludzi i organizacji pomagających w realizacji marzeń, oferujących stypendia. W maturalnej klasie postanowiłem zdawać na Wydziały Aktorskie do polskich Szkół Teatralnych. Dużo pracy, ale opłacało się – dostałem się na studia do Krakowa. I tu problem – zostawić „matkę” Warszawę dla „ojca” Krakowa? Trudny wybór, ale po 3 latach stwierdzam, że „tatuś” Kraków jest „w porzo”.

Od mojej inicjacji BGŻ-owskiej minęło już ponad 5 lat. Czasami wracam w mury internatu na Wawelskiej. Chociaż wiele się zmieniło, pozostały te same lampki nocne, łózka, spadające rolety, ciocie kucharki i herbata z wiaderka, portierzy, kazamaty, siatkówka na internatowo-szkolnej sali. Gdy w tym roku, podczas obchodów „święta szkoły”, szedłem wyremontowanym szkolnym korytarzem w stronę drzwi oddzielających internat od Słowaka, przekroczyłem te drzwi i wróciłem do Narnii – nawet stolik przy wejściu ten sam – zmieniło się to, że teraz każdy ma swój komputer, sala komputerowa jest prawie pusta i na pralki jakoś ludzie się nie zapisują.

Pisząc to, jestem wzruszony i zaszczycony, że mogłem być w projekcie o tak szczytnym celu: nie wyobrażam sobie, jak potoczyłoby się moje życie bez „Klasy BGŻ”. My, absolwenci z całej Polski, jesteśmy „żywym dowodem” na sukces projektu: można nas znaleźć na każdej uczelni, we wszystkich sferach życia – od bankowości po sztukę. Kandydatki, Kandydaci, jeżeli myślicie, ze projekt ten jest tylko mitem – uwierzcie, on naprawdę istnieje, a my jesteśmy jego absolwentami. Tam, w warszawskim internacie, obok gabinetu pana Kierownika wisi sobie mapa – przydałoby się kilka nowych strzałek z nazwiskami stypendystów – do roboty! Per aspera ad astra!

Nauka w III LO w Gdyni dała mi bardzo dużo. Dzięki niej mogłam wziąć udział w wielu konkursach, olimpiadach, co poszerzyło moje horyzonty, a także dobrze przygotowało mnie do matury. Myślę, że dzięki temu udało mi się dostać na wymarzone studia.

Mieszkając w internacie, z dala od rodziny, nauczyłam się odpowiedzialności, nabrałam trochę dyscypliny, ale przede wszystkim stałam się bardziej cierpliwa i tolerancyjna. Dzięki temu było mi z pewnością łatwiej przyzwyczaić się do studenckiego życia i mieszkania w akademiku. Poza tym zaangażowanie w wolontariat w ramach programu „Możesz na mnie polegać”, pozwoliło mi stać się bardziej wyrozumiałą i zauważać potrzeby innych. Co więcej, podczas projektu poznałam mnóstwo ciekawych i interesujących osób, mogłam brać udział w wielu wydarzeniach kulturalnych i społecznych.

Zawsze chciałam studiować prawo, a najbardziej podobała mi się oferta Uniwersytetu Warszawskiego. Po skończeniu liceum przeprowadziłam się do Warszawy. Na początku nie znałam tu nikogo poza kilkoma osobami z mojej dawnej szkoły licealnej. Dzięki zaangażowaniu w działalność Stowarzyszenia Absolwentów „Klasy BGŻ,” poznałam absolwentów z warszawskiego liceum, gdzie również od wielu lat działa projekt „Klasa BGŻ”. Podczas spotkań integracyjnych mam okazję spotykać interesujących ludzi i zawierać nowe przyjaźnie.

Z perspektywy czasu, nie żałuję, że zgłosiłam się do „Klasy BGŻ” i wzięłam udział w tym programie stypendialnym.

Ewelina

Magda

Czasem zastanawiam się, jak to się stało, że właśnie ja dostałam szansę na naukę w LO w Warszawie? Może kiedyś znajdę na to odpowiedź. Dziś patrząc z perspektywy czasu na moją historię związaną z „Klasą BGŻ”, wiem, że dostałam przepustkę do wspaniałej przygody, której nie przeżyłabym, gdyby nie to stypendium. A najpiękniejsze jest to, że ta przygoda ciągle trwa i bardzo mi się podoba!

Co dał mi Projekt? Przede wszystkim możliwość życia w dużym mieście, korzystania z tego, co ono oferuje – kin, teatrów, kawiarenek, spacerów po Starówce i innych ciekawych zakamarkach miasta. Poznałam niesamowitych ludzi, od których dużo się nauczyłam i nadal uczę, i z którymi mogę robić wiele wspaniałych rzeczy.

 W liceum kończyłam autorską klasę humanistyczną, w której oprócz zwykłych przedmiotów miałam warsztaty teatralne, filmowe, taneczne, historię sztuki i religioznawstwo. Mogłam więc rozwijać się artystycznie. Zawsze bliski był mi sport, a szczególnie koszykówka i siatkówka, które dalej mogłam trenować będąc w Warszawie.

Po skończeniu LO bez problemu dostałam się na studia. W ich trakcie zaangażowałam się w działalność społeczną. Pracowałam z dziećmi, młodzieżą, osobami starszymi. Odkryłam, że pomaganie jest piękne i bardzo umacnia. Dzięki różnemu zaangażowaniu zdobyłam doświadczenie, które teraz bardzo się przydaje w obecnym dorosłym życiu.

Teraz, kiedy to piszę, jestem już po studiach, pracuję, angażuję się w działalność Stowarzyszenia Absolwentów Klasy BGŻ. Cieszę się z nowego etapu w życiu. Z wielkim sentymentem jednak wracam myślami do lat, kiedy mieszkałam w internacie. Obecnie coraz bardziej dostrzegam, jak wielką szansę otrzymałam w 2004 roku, kiedy to usłyszałam w słuchawce telefonu od p. Basi informację, że dostałam się do „Klasy BGŻ”. Mam nadzieję, że jak najwięcej osób będzie mogło rozwijać się i odkrywać w sobie piękno i potencjał będąc stypendystą „Klasy BGŻ”. 

Mam na imię Klaudia. Jestem absolwentką „Klasy BGŻ”. Obecnie studiuję prawo na III roku na Uniwersytecie Warszawskim. Dzięki Fundacji mogę rozwijać swoje zainteresowania i kształcić się w stolicy, która daje bardzo wiele możliwości realizowania się.

Oprócz studiów działam również w Fundacji Forum Obywatelskiego Rozwoju Leszka Balcerowicza, w zespole Ulepsz Prawo. Projekt zajmuje się tworzeniem analiz mających na celu zwrócenie uwagi na przepisy prawne, które utrudniają działalność na rynku przedsiębiorcom. Staramy się tworzyć propozycje regulacji, które mogą zredukować wspomniany problem.

Studia w Warszawie umożliwiają również odbywanie ciekawych praktyk, które pozwalają wykorzystywać zdobytą wiedzę i rozwijać się zawodowo. Ja obecnie odbywam praktyki w Biurze Rzecznika Praw Obywatelskich oraz w Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka.

Na Uniwersytecie działają również liczne koła naukowe, w których można aktywnie uczestniczyć i doskonalić swą umiejętności, a także współpracować z ciekawymi ludźmi. Bardzo często organizowane są konferencje i spotkania z wybitnymi prawnikami, dzięki którym możemy się dowiedzieć, jak wygląda praca w tym zawodzie.

W mieście takim, jak Warszawa na pewno nie można się nudzić i narzekać na brak zajęć, ponieważ możliwości rozwoju jest bardzo wiele. Duży wybór teatrów, kin, muzeów oraz wydarzeń kulturalnych sprawia, że każdy znajdzie tutaj coś dla siebie.

Polecam wszystkim projekt „Klasa BGŻ” i zachęcam do uczestnictwa w nim. Na pewno nie pożałujecie!

Klaudia

Paulina

Informację o projekcie uzyskałam od dyrekcji mojego gimnazjum. Początkowo wcale mnie to nie zainteresowało, gdyż stwierdziłam, że nie jestem wystarczająco dobra, aby dostać się do elitarnej szkoły. Z drugiej strony jestem człowiekiem, który lubi podejmować ryzyko i niełatwo się poddaję, dlatego też stwierdziłam, że mimo wszystko warto spróbować, żeby później nie żałować, że się tego nie zrobiło. Rodzice się zgodzili, ale chcieli, abym sama podjęła decyzję. Oczywiście czułam niepewność, wahałam się, nie wiedziałam, co mnie czeka, nie wiedziałam, jak sobie poradzę sama, daleko od domu. Ale postanowiłam spróbować. Co mnie skłoniło? Może właśnie pragnienie poznania nowego, wielkiego miasta i miejskiego życia, spotkania nowych ludzi, zawiązania przyjaźni…. Stwierdziłam , że jeśli wytrwam w projekcie i w Krakowie przynajmniej pół roku, to już nie zrezygnuje i skończę to liceum…  Jestem bardzo uparta, więc się udało i… chyba się opłaciło.

Oczywiście z pewnych rzeczy musiałam zrezygnować, na rozwijanie zdolności troszkę mi brakowało czasu – przestałam trenować lekką atletykę , porzuciłam taniec. Zdarzały się niemiłe niespodzianki, rożne wypadki, np. skomplikowane złamanie ręki i konieczność nauki pisania lewą ręką. J Mimo to próbowałam działać także poza szkołą. Zaangażowałam się społecznie, złapałam „bakcyla” pomagania innym, ponieważ dobro otrzymane, trzeba rozdzielać i posyłać dalej w świat.
Dzięki projektowi na pewno stałam się bardziej odpowiedzialna, musiałam dorosnąć szybciej, niż moi rówieśnicy. Stałam się niezależna, ale nauczyłam się także, że pomimo tego, iż jestem daleko od rodziny i znajomych, to zawsze trzeba mieć nadzieję, że znajdzie się ktoś obok nas, kto pomoże, pocieszy w trudnych chwilach. Dzięki projektowi poznałam wspaniałych ludzi. A co najlepsze – nadal trzymamy się razem. 

Zawsze podchodziłam do życia z myślą , że co ma być to będzie, dlatego też konkretnych planów związanych ze studiami nie miałam, dostałam się natomiast na wymarzoną uczelnię. Moje poświęcenie zostało docenione. J Od projektu nie oczekiwałam zbyt wiele, z pewnością więc otrzymałam więcej niż oczekiwałam. Udział w projekcie był naprawdę przełomowym wydarzeniem w moim życiu. Od dzieciństwa bowiem chciałam po prostu być „kimś”  i  do „czegoś” dojść… Projekt nauczył mnie wiary w innych oraz wiary w siebie – wiary, że osoba z małej wioski, z niebogatej rodziny też może „zaistnieć”, Jak na razie jestem dopiero na początkowych szczeblach mojej „kariery”, ale bez „Klasy BGŻ” nie byłam bym pewnie w miejscu, w którym jestem.

Studiuję na Akademii-Górniczo Hutniczej w Krakowie (na kierunku Geodezja i Kartografia, który jest dość oblegany). Lubię tańczyć i  śpiewać, staram się uczestniczyć jako wolontariusz w różnych akcjach charytatywnych. Ciągle mi brakuję czasu, ciągle gdzieś biegnę… W Krakowie można robić tyle wspaniałych rzeczy. Można rozwijać się artystycznie i naukowo – tańczyć, śpiewać , być członkiem kół naukowych… Kraków jest miastem kultury – są kina, teatry, mnóstwo wydarzeń kulturalnych, eventów i  imprez (zresztą, chyba wszyscy dobrze o tym wiedzą) Edukacja w takim mieście daje ogromne szanse – szanse na samorealizację i rozwój w wszystkich dziedzinach… Myślę, że naprawdę warto skorzystać z projektu „Klasa BGŻ” – przynajmniej spróbować, tak, jak ja spróbowałam…

Wszystko zaczęło się trzy lata temu na obozie integracyjnym. Pierwszy zachwyt nad Warszawą, ale i pierwsza rozłąka z domem. W mojej małej wsi na Podlasiu – w Brzezinach – nie miałam do czynienia z nikim, kto nie byłby ‚swój’. Jedyni ‚obcy’, jakich widywałam, to turyści odwiedzający Biebrzański Park Narodowy. A tu nagle wielkie miasto. I nikt nie był ‚swój’. Ależ to było ekscytujące! Wszystko było dla mnie nowe – musiałam w trybie ekspresowym zaadoptować się do nowych warunków, nauczyć się wielu dotychczas nieznanych mi rzeczy.

W 2009 r. zostałam uczestniczką projektu „Klasa BGŻ”, a wraz z nim, zaczęła się moja pierwsza przygoda życiowa, która wciąż trwa. Projekt „Klasa BGŻ” to nauka w świetnej szkole zdobywanie wykształcenia, poświęcanie się nauce, niemal zachłyśnięcie się nią. Dzięki temu my, stypendyści, szybko wskakujemy na czołowe miejsca najlepszych uczniów w klasie, w szkole, jesteśmy olimpijczykami, zdobywamy laury. Ale tak naprawdę magia tego projektu to zupełnie coś innego. Ucząc się w Słowaku odkrywałam świat… a z nim niezliczoną ilość wydarzeń kulturalnych, naukowych, społecznych. Chłonęłam je całą sobą ! Ze swoją klasą pierwszy raz wyjechałam za granicę – na wymarzoną wycieczkę do Wilna. Wciąż było mi jednak mało. Kiedy się okazało, że nasze liceum organizuje wymianę młodzieży polsko-niemieckiej, nie czekałam ani chwili – zgłosiłam się, razem z silną grupą szalenie ambitnych ‚BGŻ-owców’. I tak, w ciągu kilku miesięcy już po raz drugi wyjechałam do innego kraju.

Wtedy zapragnęłam poznawać inne miasta świata. Przyszła wiosna, a z nią stypendium Towarzystwa Szkół Zjednoczonego Świata im. profesora Pawła Czartoryskiego. Dokumenty złożyłam raczej z ciekawości, ale udało się! I kiedy wyszłam z samolotu w Birmingham, poczułam deszcz na twarzy i pomyślałam: To dzieje się naprawdę! Jestem w Anglii ! A zaraz potem : I nie wzięłam parasolki! 

Adcote School to zupełnie inny świat. Prywatna żeńska szkoła z dala od miasta… W szkole ważna jest hierarchia, wyznaczana najczęściej wiekiem i stażem szkolnym. Podoba mi się, że liczy się tam praktyka, ścisła specjalizacja. Najbardziej jednak podoba mi się ten zadziwiający kontrast. Afryka, Ameryka, Europa – mamy przedstawicielki wszystkich kontynentów. Uczymy się tolerancji, otwartości na inne kultury i na innych ludzi.

W Anglii nie zaprzestałam również pracy społecznej, w którą byłam zaangażowana w czasie udziału w projekcie, zgodnie z naszym wolontariackim zawołaniem – ‘Możesz na mnie polegać!’. Pomagałam młodszym dziewczynkom w Junior School, soboty spędzałam w Domu Starców, prowadziłam ‘Polish Club’, gdzie opowiadałam o Polsce, naszej historii, o naszej kuchni, w szkole pełniłam też funkcję  Head of Boarding House (Przewodniczącą Internatu) oraz Head of School Council (Przewodnicząca Samorządu Szkolnego).

Wiem, że to właśnie udział w projekcie „Klasa BGŻ” pozwolił mi na rozwinięcie skrzydeł. Nabrałam pewności siebie, w dużym stopniu usamodzielniłam się, nawiązałam przyjaźnie, które, widząc po naszych absolwentach, są już na zawsze. „Klasa BGŻ” dała mi też poczucie stabilności – nie muszę martwić się o finanse. Nie znaczy to jednak, że nie mogę się nauczyć jak pieniędzmi zarządzać. Uczę się tego, choć, co bolesne, czasem muszę uczyć się na własnych błędach.Pomimo ogromnego sentymentu do mojej rodzinnej miejscowości, bardzo szybko zrozumiałam, że za każdym kolejnym zakrętem jest coraz ciekawiej. Coraz mniej rzeczy wydaje ci się niemożliwe, coraz mniej się boisz. Obecnie jestem studentką jednego z czołowych brytyjskich uniwersytetów, poświęcam się swoim pasjom, dużo podróżuję.

Jeszcze w gimnazjum moją największą obawą było to, ze rodzice zechcą mnie wysłać do tego samego powiatowego liceum, gdzie chodzą wszyscy i że potem, jeśli będę się dobrze uczyć, trafię do Białegostoku na studia. Nie chciałam tak. I wtedy dowiedziałam się o  „Klasie BGŻ”  – zaaplikowałam i moje życie wywróciło się o 360 stopni. Bez wsparcia i mentorstwa wspaniałych ludzi z Fundacji BGŻ i mojego liceum (VII LO w Warszawie) nie byłabym w  miejscu, w którym teraz jestem.  Gorąco zachęcam do tego, abyś Ty też dał/dała sobie szansę i dołączył/dołączyła do naszej BGŻ-owej rodziny – warto!

Agnieszka